Niedziela, 8 marca 2015 – poniedziałek, 9 marca 2015
Zacznijmy od samego początku. Cała sobotę myślałam o tym jak to będzie, czy osoby, które tutaj spotkamy, będą miłe, czy się dogadam. Byłam bardzo przejęta tym, z czym się spotkam. Po dotarciu pod naszą szkołę wsiadłyśmy do busa, który miał nas dowieźć na lotnisko w Gdańsku. Cała droga minęła nam bardzo szybko, ponieważ cały czas rozmawiałyśmy i śpiewałyśmy stare piosenki. Na lotnisku musiałyśmy trochę poczekać (z naciskiem na ?trochę?) na samolot, a więc przemęczone siedziałyśmy i czekałyśmy. Ponieważ był to mój pierwszy lot samolotem, obawiałam się go trochę, natomiast okazało się że wcale nie było tak źle. Totalnie przemęczone dotarłyśmy na lotnisko w Monachium. Tam też musiałyśmy trochę poczekać na lot, więc ja z panią Szultką postanowiłyśmy trochę pospać na tamtejszych siedziskach, nie było nawet najgorzej :). Po kolejnym locie, tym razem już coraz bliżej miejsca docelowego, dotarłyśmy do przepięknej miejscowości – Tuluzy, tam czekała już na mnie i Wiktorię Rebeka wraz z siostrą i mamą. Są one bardzo miłe. BARDZO. Rebeka pokazała nam całe miasto oraz byłyśmy na lokalnych targach. Mocno zmęczone udałyśmy się do domu Rebeki, gdzie powiadomiono nas, że mamy czuć się jak u siebie w domu i że jesteśmy takimi samymi córkami Pani Kari, jak i Rebeka i Sara. Było nam wtedy bardzo miło. Następnego dnia po zjedzonym śniadaniu w domu Rebeki jej mama odwiozła nas do szkoły, obejrzałyśmy szkołę, zjadłyśmy lunch, poznałyśmy wiele wspaniałych osób. Następnie zwiedziliśmy Boulogne-sur-Gesse. Miasteczko jest naprawdę ładne, zdziwiła mnie tylko ogromna pustka na ulicach. Okazało się że większość ludzi ma tu wolne w poniedziałki :). Po zwiedzaniu udałyśmy się pod szkołę, gdzie każdy zaczekał na swojego towarzysza i udał się z nim do domu. Ja z Wiktorią spędziłyśmy cały wieczór w kuchni, rozmawiając na różne tematy, naprawdę przeróżne :). Później zjadłyśmy kolację, była to zupa przypominająca nasz polski kapuśniak! Jest to lokalna potrawa. Spróbowałam również typowego francuskiego wędzonego mięsa. Jest tu bardzo miło i mogę tu zostać.
Kasia
[Best_Wordpress_Gallery id=”259″ gal_title=”erasmusmarzec2015″]
Wtorek, 10 marca 2015
Wtorek 10.03.15
7.30 pobudka! Wstajemy, kolejny ciekawy dzień! Co na śniadanie? Typowe francuskie rogaliki wraz z chińskimi owocami i zieloną herbatą! W czasie śniadania mama Rebeki wytłumaczyła nam kilka istotnych kwestii związanych z zaburzeniami pracy mózgu (mniej więcej dlatego, że spałam przy zapalonym świetle, ponieważ na ścianach były stare chińskie maski i trochę się bałam :)) O 8.10 jedziemy do szkoły (nie szkolnym busem, ale samochodem). Po wejściu do szkoły pożegnałam się z Rebeką i poszłyśmy do naszych koleżanek z Polski. Co dzisiaj w planach? Zwiedzanie Tuluzy. Wsiadamy do autokaru i jedziemy. W autokarze miałam wenę i chwilę wolnego czasu. Zaczęłam pisać tę relację! 🙂 Po przyjeździe do Tuluzy poszłyśmy zwiedzać miasto, miałyśmy czas na zakupy. O godzinie 12.30 udałyśmy się w stronę francuskiego uniwersytetu na lunch. Zjadłam mięso z królika, które wyglądało jak polski „gołąbek”, do tego ziemniaki i surówkę. Potem deser. Poszłyśmy do autokaru i pojechałyśmy do muzeum kosmicznego.
W muzeum było jak w kosmosie, dosłownie! Po powrocie z miasta do szkoły (godz.18) poszłyśmy z Rebeką i jej koleżanką do miasta. Poczekałyśmy na jej mamę i wróciłyśmy do domku. Zjadłyśmy przepyszną kolację, wzięłyśmy prysznic i położyłyśmy się do łóżek. Ciekawe co jutro się wydarzy!
Wiktoria